Częściowe zaćmienie Słońca 29 III 2025 A.D. - relacja z obserwacji

Po niespełna 2,5-letniej przerwie oczekiwanie na następne zaćmienie Słońca widoczne z obszaru Polski dobiegło końca. Ostatnia sobota marca, druga sobota tej wiosny i zarazem ostatni dzień obowiązywania czasu zimowego, w większości regionów wiązał się z aurą, która przypomniała o tym, dlaczego zawsze tak wiosny wyczekujemy. I choć nie obyło się bez zachmurzenia nad niektórymi obszarami naszego kraju, to grubo ponad 90% regionów mogło zjawisko dostrzec.

W moim przypadku, z perspektywy wschodniego Pomorza zaćmienie było bliskie najgłębszemu, jakie w Polsce można było dostrzec. Świnoujście, przykładowo, cieszyło się około 16% zakryciem tarczy słonecznej, około 4% większym, niż w moim przypadku. Nie było to więc zdecydowanie tak atrakcyjne zaćmienie co 25 października 2022 roku (41%), a nawet mniejsze od tego z 10 czerwca 2021 roku (15%), ani tym bardziej porównywalne z głębokim zaćmieniem z 20 marca 2015 roku, kiedy cieszyliśmy się ponad 70-procentową fazą maksymalną, ale ponieważ na nadmiar zjawisk zaćmieniowych nikt z nas nie może narzekać to i na tak płytkie zaćmienie częściowe - dla Bieszczad nieomal brzegowe - czekałem w ostatnich dniach z wypiekami na twarzy, choć bez emocji jak poprzednim razem.

Odpuściłem nawet obserwacje z wykorzystaniem największej optyki, jaką obecnie miałbym pod ręką (Mak127) na rzecz powrotu do obserwacji leciwym, 13-letnim krótkim achromatem 80/400 z Plosslem 25mm. Zależało mi bowiem na testowaniu nowej, budżetowej choć dość chwalonej przez posiadaczy głowicy ALT-AZ do wykorzystywania ze statywem fotograficznym, bez montażu równikowego, który zwykle na tego typu obserwacje zabierałem. A że zaćmienie wypadało w pobliżu momentu górowania Słońca, niemal bez żadnych zmian w jego wysokości nad horyzontem, gdzie ucieczka z pola widzenia następowała głównie w azymucie, to tym bardziej uznałem, że dobre to zjawisko to przetestowania wygody takiego rozwiązania. Spodziewane wnioski niestety pokryły się z oczekiwaniami: krótki achromat ze statywem i niedużą głowicą ALT-AZ nie ma sobie równych jeśli chodzi o szybkość przygotowania do obserwacji, złożenie na koniec i w ogólnej mobilności. Kto wie, czy pod kątem Maka także nie będę szedł w podobnym kierunku, choć tam z uwagi na częściej znacznie większe powiększenia wygody montażu równikowego w trakcie obserwacji jak dotąd nic w moich preferencjach nie pokonało.

  
 
GX800K+SW80/400 (crop)

Podczas zaćmienia nie było praktycznie większego stresu w przypadku warunków pogodowych. Prognozy od wielu dni poprzedzających zjawisko były w moim regionie stabilne i optymistyczne i takie też okazały się realne warunki już podczas obserwacji. Nie było więc typowego zwykle przy tak rzadko powtarzalnych zjawiskach obgryzania paznokci, pełnego niepokoju spoglądania na mapy zachmurzenia ani zastanawiania się czy uda się wypełnić choćby plan minimum na taką obserwację, czyli jak to zwykle zakładam przy zaćmieniach - paru minut nacieszenia się widokiem fazy maksymalnej. To znacznie przyjemniejsza forma oczekiwania na zaćmienia, ale wiosną nie jest to duże zaskoczenie.

Chmury zablokowały widok zaćmienia dosłownie na minutę - może dwie, chwilę po fazie maksymalnej, kiedy przez obszar nieba, na którym widniało Słońce, przetoczył się dosłownie jeden nieco większy obłok. Spora część firmamentu była pomazana niegroźnymi smugami cienkich cirrusów, które nawet gdyby przesuwały się przed Słońcem i tak obserwacjom by nie zagroziły. Suma summarum, z około półtoragodzinnego czasu widoczności zaćmienia, uciekła dosłownie jedna chwila, krótsza od przerw jakie wręcz sam czyniłem by od czasu do czasu rozprostować nogi.

Nie robiłem zbyt wielu zdjęć ani nagrań, choć na potrzeby krótkiego filmowego podsumowania obserwacji materiału znalazło się dość. Możecie go obejrzeć poniżej, lub bezpośrednio na jutubowym kanale bloga, wraz z serią kilku powyższych kadrów wykonanych co około 20 minut dla ukazania przebiegu zaćmienia od paru chwil po I kontakcie, przez maksimum do niemal III kontaktu. Momentu kończącego zaćmienie nie mam ani na zdjęciu, ani na filmie, gdyż tym razem chciałem się nim w pełni nacieszyć w obserwacji bezpośredniej. Podsumowując: na bezrybiu i rak ryba. Mimo niewielkiego zaćmienia bardzo się cieszę, że pogoda okazała się typowo wiosenna, ukazując swoje najprzyjemniejsze oblicze. Było warto!

  f    t    yt   Bądź na bieżąco z tekstami, zapowiedziami, alarmami zorzowymi i wiele więcej - dołącz do stałych czytelników bloga na Facebookuobserwuj blog na X (Twitter)subskrybuj materiały na kanale YouTube lub zapisz się do Newslettera.

Komentarze

  1. Ja musiałem się zadowolić nieco ponad 4% zakrytej tarczy słonecznej, ale i tak było warto obejrzeć ten zaćmieniowy spektakl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy takim ogólnie braku zaćmień - też bym nie pogardził 4-procentowym zaćmieniem - a i mniejsze, brzegowe z ciekawości pewnie bym obejrzał gdyby pogoda była tak dobra jak w sobotę. Pozdrawiam :-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Zainteresował Ciebie wpis? Masz własne spostrzeżenia? Chcesz dołączyć do dyskusji lub rozpocząć nową? Śmiało! :-)
Jak możesz zostawić komentarz? - Instrukcja
Pamiętaj o Polityce komentarzy

W komentarzach możesz stosować podstawowe tagi HTML w znacznikach <> jak b, i, a href="link"