Mozaika z wybranych momentów częściowego zaćmienia Słońca. Mak 127/1500 + GX800K |
Od tamtego wydarzenia z 20 marca 2015 (relacja) minęło ponad 6 lat i jak już wspominałem w poprzednim tekście - miał prawo zniechęcać wielu fakt, że na powtórkę, w dodatku o znacznie mniejszej widowiskowości przyjdzie nam poczekać aż do niemal finału wiosny 2021. A jednak czas minął - 10 czerwca nadszedł - i gęba znów mi się raduje od ucha do ucha jak za najbardziej emocjonujących obserwacji z początków poznawania tego hobby.
Mój region, Pomorze, tym razem uprzywilejowany najbardziej pod kątem fazy maksymalnej zaćmienia także pod względem aury był jednym z najbezpieczniejszych. Prognozy od wielu dni były niezmiennie optymistyczne i sprawdziły się doskonale - towarzystwo przepływających cumulusów jedynie dodawało uroku widokowi błękitnego w głównej mierze nieba, a jeśli trafiły się sporadycznie nieco bardziej rozbudowane obłoki to ich wpływ był wręcz zbawienny - przynosiły bowiem chwilowy cień i ochłodę od górującego na najwyższych w roku elewacjach Słońca przy 58-60 stopniach nad horyzontem, by za następną chwilę znów je odkryć i powrócić do trybu grillowania obserwatora. Bez względu czy zaćmienie przypadło by kilka godzin wcześniej czy kilka godzin później, sytuacja pozostawała bardzo sprzyjająca i mimo umiarkowanego momentami zachmurzenia, sukces był murowany.
Obserwacja ta była dla mnie też szczególnie ekscytująca za sprawą faktu, że było to pierwsze zaćmienie, któremu przyglądałem się i które dokumentowałem z wykorzystaniem nowego nabytku w swoim wyposażeniu, mianowicie Maksutowa 127/1500, który tej wiosny zawitał w moje skromne progi. Nie był to dla mnie pierwszy kontakt z tym systemem optycznym ani tą tubą - właśnie wiele poprzednich kontaktów, zwłaszcza podczas tranzytu Wenus z 2012 roku i kilku sytuacji z czasów poprzedniego słonecznego maksimum sprawiły, że koniec końców też postanowiłem postawić na ten sprzęt. Pierwsze kilka chwil obserwacji zaćmienia jedynie utwierdziły mnie w swoich wcześniejszych spostrzeżeniach odnośnie tego systemu optycznego i chyba ostatecznie doprowadzą do rezygnacji z refraktora 90/910 - mniejszego 80/400 nie śni mi się sprzedawać, za to dłuższa tuba przy obecnym Maku wydaje się, że zostanie za jakiś czas w jakiś sposób zmonetyzowana.
I kontakt nastąpił o godz. 11:46 CEST. Słońce przebywało wówczas 56 stopni nad horyzontem, w towarzystwie nielicznych cumulusów rozsianych dość równomiernie po całym zachodnim firmamencie. O ile gołym okiem (w sensie w samych okularach z folią ND-5) musiało minąć kilka minut zanim zaczął być dostrzegalny ubytek tarczy słonecznej przy północno-zachodniej krawędzi, o tyle w Maku efekt był widoczny od razu. Obserwowałem wprawdzie na ekranie aparatu, który miał za zadanie wyłapać pierwszy kontakt obu tarcz i otwarcie zaćmienia, ale jednak nie przeszkodziło to, by w pierwszej minucie trwania zjawiska nasuwanie się Srebrnego Globu stało się ewidentnie dostrzegalne.
Z każdą minutą było coraz ciekawiej, aż wreszcie o 12:51 CEST nadeszła faza maksymalna - w moim przypadku wynosząca 15%. Było to najmniejsze spośród częściowych zaćmień Słońca, jakie miałem okazję obserwować, a jednak znacznie bardziej obfite w zachwyty i emocje od niejednego z wcześniejszych. Wspominam tu sobie na przykład 1 sierpnia 2008 roku - wówczas pod ręką miałem jedynie szkiełko spawalnicze i mimo, że jakoś dało się zjawisko obserwować, a faza maksymalna wyniosła 27%, to jednak wczorajsze zjawisko pod względem widoków i emocji zdeklasowało zaćmienie sprzed 13 lat. Relacjonowane dziś zaćmienie okazało się na przykład pierwszym, w czasie którego tak namacalnie było mi dane ujrzeć charakter powierzchni Księżyca uwidoczniony na jego krawędzi. Wzniesienia i nierówności krawędzi Srebrnego Globu dostrzegalne na tle tarczy słonecznej - zwłaszcza podczas maksimum, były widoczne tak ostro i wyraźnie, jak jeszcze nigdy wcześniej.
Miło też, że dały się we znaki kolejne podrygi 25. cyklu słonecznego i że nasza Dzienna Gwiazda zdołała na czas zaćmienia wyprodukować nową grupę plam 2832 w centrum tarczy nieco na północ od słonecznego równika, której dobę wstecz jeszcze nie było, oraz że grupa 2829 przy południowo-zachodniej krawędzi nie zanikła całkowicie do czasu zaćmienia. Widok obu regionów aktywnych w Maku dodawał uroku zaćmieniu, a jeśli do tego doszedł wspomniany niesamowicie ostry obraz krawędzi księżycowej tarczy z licznymi wzniesieniami na jego powierzchni, to widok był już kompletny i zgodny z oczekiwaniami. Przez kolejnych 65 minut Księżyc kontynuując przetaczanie się przez tarczę słoneczną zaczął stopniowo ją odsłaniać tak by o godz. 13:56, około 70 minut po górowaniu, całkowicie odkryć Słońce. III kontakt ostatecznie zakończył zaćmienie.
Bonus 1: Niebo w 2 godziny przed zaćmieniem / sprzęt gotowy do boju - zwłaszcza debiutujący w trakcie zaćmienia Mak 127 / niebo południowe tuż po zakończeniu zaćmienia (i właściwie przez cały czas trwania zjawiska - momentami te obłoki zakrywały Słońce dając chwilową ochłodę).
Cieszy także, że to otwarcie nowej dekady zaćmień po ponad 6 letniej przerwie od ostatniego takiego zjawiska widocznego w całej Polsce nie będzie otwarciem o równie długiej przerwie między relacjonowanym a następnym zjawiskiem tej rangi. Za mniej niż 1,5 roku czeka nas powtórka z około 40% fazą maksymalną, niestety w porze roku przeciwnej do wiosny - niemal na półmetku jesieni, kiedy o stabilną sytuację pogodową w rozumieniu pozytywnym - wiosennym - znacznie trudniej. Z tym większą radością cieszę się, że 10 czerwca Anno Domini 2021 przyniósł pomyślność i udane otwarcie nowej dekady w kategorii zjawisk zaćmieniowych i ufam, że jest to dobry prognostyk na kolejne tego typu wydarzenia na niebie w nadchodzących latach.
Pierwszy raz obserwowałem zaćmienie slonca w trakcie deszczu :)
OdpowiedzUsuńWczoraj ja też obserwowałem podczas deszczu 😄
UsuńZaliczone. Zaćmienie częściowe za to zachmurzenie chwilami całkowite. Znikła nawet jedna niewielka plamka widoczna w poprzednich dniach. Tylko chmury nadawały zjawisku jakąś dynamikę. Ogólnie emocje jak na grzybobraniu. Nawet nie chciało mi się cykać nadgryzionego koła na czarnym tle, opis słowny już ciekawszy ;-)
OdpowiedzUsuńU mnie było nieco ponad 10% ale widok naprawdę zachwycający. :) Może dlatego że ostatni raz zaćmienie widziałem jak miałem z 10 lat i patrzyłem mrużąc oczy. :P Tym razem była to świadoma obserwacja do której odpowiednio się przygotowałem. No a poza tym, pogoda dopisała, zresztą od początku maja jest bardzo ciepło, słonecznie i bezchmurnie. :)
OdpowiedzUsuńDla mnie obserwacje były bardzo udane. Oglądałem słońce teleskopem z filtrem potem rzutując obraz na ekran i jeszcze zaimprowizowałem camera obscura w szopie na narzędzia.
OdpowiedzUsuńhttps://t3kstura.eu/pokaz_obraz.php?id_pic=7932
Fajnie, że zdjęcie z kolorem.
UsuńW sumie racja, relatywnie to jednak była atrakcja i warto popatrzeć. Oglądałem przez dobry sprzęt z filtrami w firmowych obudowach. Było ładnie widać tyle, że folia Baadera wypiera wszystko z koloru (można dodać filtr kolorowy - tam gdzie się da). Mam też fajny filtr z szukacza Oriona 50mm z innej folii, daje kolor jak szklany. Żeby zachować naturalny kolor na zdjęciach można też użyć gęstego filtru ND albo złożyć dwa np. ND 1000 plus jakiś słabszy. Na zachody i zaćmienia powinno być OK.
To się pochwalę moją fotorelacją z Tychów :)
OdpowiedzUsuńhttps://drive.google.com/drive/folders/1tzJlB3bm5_Vz4-VQY5mxpu02YmX1nZHh?usp=sharing
Fajnie, że się Wam udało! Zaćmienie może niewielkie, ale jak już dają to trzeba brać, nie wybrzydzać :-)
UsuńKuba - ładnie wyszło. W środę pisałeś, że dokupiłeś nowy filtr - chodzi o któryś z barwnych czy poszedłeś w innym kierunku/wąskopasmowych?
Aztilek - no, elegancko! Jest mozaika, jest cały przebieg i widać, że tylko w paru momentach chmur było więcej. Bardzo fajnie wyszła na wielu kadrach granulacja, zdaje się, że złapałeś też pochodnie trzeciej grupy plam (potencjalnej) przy południowo-wschodniej krawędzi - bo 2829 i 2832 złapały się ekstra.
Tak, te chmury były przed maksimum i dlatego pierwsze zdjęcia to zdjęcia jednoklatkowe. Gdy maksimum już się odbywało, to niestety chmury całkowicie mi zasłoniło Słońce. Dopiero za jakieś 5 min. odeszła chmura i mogłem cykać fotki i z tego powstawały zestackowane zdjęcia z kilkunastu/kilkudziesięciu zdjęć ze Sky-Watchera BKP 200/1000 + folia ND5 + Canon EOS 2000D. Dlatego też widać struktury rejonów aktywnych, granulacji i pochodni.
UsuńDzięki Aztilek za uzupełnienie o te dane - zawsze ktoś może z tego skorzystać dla rozwoju swojego warsztatu. Tym bardziej, że widać jak już nawet kilkanaście stackowanych zdjęć może dać niesamowite efekty we wzroście szczegółowości obrazu.
UsuńUdało się i to jest najważniejsze, ale pogoda w tym roku przekracza granice mojej wytrzymałości. Bezchmurne niebo, optymistyczne prognozy i nastrój utrzymywały się przez cały tydzień poprzedzający zaćmienie. W dniu zaćmienia czar prysł. Zachmurwiło się około godziny 9:00 po czym lał deszcz. Jak się okazało tylko w rejonach południowozachodnich! Pojechałem 70km na północny wschód i niebo było czyściutkie. Zaćmienie oczywiście jak każde inne- wyjątkowe, bez względu na fazę. Ale zaćmienie to nie tylko dwa nachodzące na siebie ciała niebieskie. To przede wszystkim okoliczności przyrody i miejsce tworzą wyjątkowy klimat zaćmienia. Zależało mi na tym by zobaczyć zaćmienie u siebie w ogródku. Ale pogoda mnie wygnała. Owszem, cieszę się że zobaczyłem zaćmienie ale niesmak przez pogodę pozostał.
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że i Tobie Daniel się powiodło. Najważniejsze, że odniosłeś sukces, choć rozumiem, że planowałeś to w inny sposób. Spójrz jednak na to inaczej - podjąłeś decyzję o pogoni za pogodnym regionem i mając ku temu możliwość zaryzykowałeś, co ostatecznie się opłaciło. Zakładam w ciemno, że wielu miłośników zupełnie się nie nastawiało na pogoń za bezchmurnym niebem i mimo niewielkiej fazy maksymalnej pewno jakaś część z nich chciałaby teraz cofnąć czas by jednak spróbować dotrzeć pod wolne od chmur niebo. Piszę to trochę po sobie - momentami (na szczęście krótkimi) nastawiałem się tak że nie będę żałował w razie niepogody, bo maksimum niewielkie. Dziś jak się cofnę wspomnieniami do tego czwartku i jeszcze raz popatrzę na to, co udało się zebrać, jednak bardzo się cieszę, że się powiodło i wielkość fazy maksymalnej zupełnie mi w ostatecznym rozrachunku nie wadzi, nie ujmuje zaćmieniu. Było warto, tak jak zawsze!
Usuń